poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 1

Do walizki wrzuciłam wszystkie ciuchy jakie miałam. Przecież tak nie można. Co ja wyprawiam? Wyrzuciłam wszystko z walizki. Usiadłam załamana na łóżku.
 -I co ja mam teraz zrobić? - podparłam głowę na rękach. - samolot mam na 10:00, odprawa 2 h wcześniej, 2 h drogi więc muszę wyjechać o 6, wstać o 5, czyli mam niecałe 10 h.
Powiedzcie mi kto normalny jest w stanie spakować się w taką podróż w ciągu dziesięciu godzin. Wzięłam glęboki wdech. Dobra, na spokojnie. Lot ma trwać koło 12h, więc w samolocie trochę sobie posiedzę. Średnia temperatura w maju niecałe 20°C i małe opady. Potem w wakacje już jak w patelni. Jeszcze raz otworzyłam walizkę i na spokojnie poukładałam w niej ciuchy, właściwie w nich (w jednej się nie zmieściłam). Oszczędzę wam cierpienia i powiem że ogólnie rzecz biorąc to się ogarnęłam. Padnięta rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na budzik. No pięknie 20:00. Trzeba być mną żeby się tyle pakować. Nie czekając na nic zabrałam piżamę i poszłam do łazienki. Napuściłam gorącej wody do wanny. Ooo...tak. Tego było mi trzeba. Gorąca kąpiel. Nic nie działało lepiej na moje zmęczone ciało. Najlepsza okazja do pomyślenia. Może komuś wyda się to śmieszne, ale dzisiaj byłam zbyt rozkojarzona. Nie byłam w stanie snuć planów na przyszłość, myśleć o książce, zastanawiać się co jutro zrobić. W mojej głowie był wielki mętlik, tysiące myśli i pustka mieszały się w jeden wielki bałagan. Wyszłam z wanny i ubrałam się w piżamę. Rozczesałam włosy i zaczęłam myć zęby. Nareszcie moje myśli zwolniły. Ukojenie dla moich skołatanych nerwów. Chwilę późnej byłam już w łóżku. Nie mogłam zasnąć.
 - Jak ja Cie ubóstwiam mój mózgu. - tak właśnie, gadam sama do siebie. - No dalej, akurat teraz? No plis, jeszcze chwilę temu padałam, a teraz nie mogę zasnąć.
 Wzięłam do ręki książkę i zaczęłam czytać. W pewnym momencie oczy zaczęły mnie piec. Były całe załzawione i bolały nieludzko. Mimo to nadal nie mogłam zasnąć. Zeszłam na dół. Dziwne, nikogo nie ma? Dopiero teraz spojrzałam na kuchenny zegar ścienny. 23:47!!! No tak, jak na mój dom to nie jest aż tak późna godzina, ale wszyscy chcieli mnie rano pożegnać. Otworzyłam lodówkę, zjadłam "małe co nie co" i zrobiłam kakao. Duży kubek kakao.Wróciłam do pokoju i usiadłam na parapecie. Patrzyłam w niebo, które niestety tego dnia było zachmurzone. Mimo to zza ciemnych obłoków co jakiś czas na chwilę wyskakiwały skrawki granatowego nieba mieniącego się gwiazdami. To takie niesamowite... miliony lat świetlnych od nas to zwykłe kule gazu, jakaś zbitka cząsteczek, ale z naszej perspektywy to jedno z najpiękniejszych zjawisk małe punkciki mrugające do nas. Nareszcie, poczułam jak moje powieki robią się coraz cięższe. Ciało powoli odmawiało posłuszeństwa, a świadomość opuszczała mnie z każdą sekundą. Zdążyłam wgramolić się do łóżka i tu straciłam świadomość kompletnie.

*  *  *

Ze snu wyrwał mnie budzik. Co?! Już?! Przecież dopiero co zasnęłam. Nie chcę mi się wstawać. Z powrotem zamknęłam oczy. O matko! To dziś! Zerwałam się z łóżka ekspresowo. Podbiegłam do szafy w której miałam naszykowane ubranie. Pobiegłam do łazienki. Ubrałam się w krótkie spodenki z kieszonkami obszytymi koronką, biały top i sweterek écru, taki typowy lekko asymetryczny (troszkę dłuższy z prawej strony), podwinięte rękawy, tuż nad łokcie i odsłonięte prawe ramię. Do tego złoty wisiorek z białymi piórkami i perełkami i kolczyki perełki. Włosy spięłam w luźnego wysokiego koczka. Wróciłam do pokoju i zgarnęłam torebkę. Zbiegłam po schodach na dół.
 - Hej wszystkim. - krzyknęłam
 - Części kochanie, troszkę ciszej bo obudzisz Dominika.
 - Cześć siostra.
 - Ania, a ty już nie śpisz?
 - Chciałam się pożegnać.
 - Strasznie się cieszę że o mnie pomyślałaś, ale przecież powinnaś iść spać.
 - Aniu, Sophie ma rację.  Idź już z powrotem spać.
 - Kocham Cię - mała wtuliła się we mnie.
 - Ja ciebie też.
Moja siostrzyczka zrozumiała, że dalsza dyskusja nie ma sensu i grzecznie poszła do sypialni.
 - Musimy się zbierać. - Dave zbierał swoje rzeczy.
 - Powodzenia córeczko. - mama przytuliła mnie mocno.
 - Kocham Cię mamo.
 - Sophie, naprawdę musimy się zbierać.
 - Już lecę.
Pobiegłam do samochodu i wsiadłam do środka. Wyjechaliśmy z podwórka. Teraz zaczęło się na dobre. 
                                                               

1 komentarz:

  1. Wszystkich, którzy przeczytali ten rozdział proszę o komentarze. Chciałabym wiedzieć czy ktoś czyta tego bloga

    OdpowiedzUsuń