środa, 5 lutego 2014

Rozdział 4

 -Mieszkam.
 -Yyy... Ale jak to?
 -No po prostu, mieszkam.
 -Ale to chyba jakaś pomyłka.
 -Chyba raczej nie.
Chłopak poszedł w stronę okna. Ruszyłam za nim.
 -Ja nie ogarniam.
 -Jezu... Ja  mieszkać w ten pokój. Ogarniać?
 -Nie jestem idiotką.
 -Boże... Zaraz nie wyrobię. Przyjdą to Ci wyjaśnią.
 -Jacy oni?
 -Reszta.
 -Jaka reszta?!
 -Boże. Czy ty jesteś nie normalna mieszkamy razem w tym apartamencie.
 -A... Sory, myślałam że... Właśnie! To nie jest tak że każdy ma własny pokój?
 -Przecież masz własny pokój.
Chłopak wyraźnie zmęczony rozwalił się na kanapie w salonie (pokój znajdował się na lewo od okna).
 -Mówiłeś że mieszkamy razem.
 -Tak. W tym apartamencie, ale pokój ma każdy własny.
W tym momencie usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi i głośne śmiechy. Po chwili zobaczyłam 3 chłopaków. Śmichy ucichły. Spojrzeli po sobie.
 -Cześć. Ty pewnie jesteś Sophie? -Bardziej stwierdził niż spytał, uroczo uśmiechający  się ciemny blondyn.
 -Tak. To ja. -uśmiechnęłam się.
 -Ja jestem Ross. A to Bruno i Louis. - skinął głową na chłopaków. - Morgana już poznałaś? -wskazał na chłopaka siedzącego na kanapie.
 -Można tak powiedzieć.
 -To twoje bagaże? - wskazał na torbę i walizkę.
 -Tak.
 -Zanieść Ci je do pokoju?
 -Nie musisz. Tylko gdybyś mi pokazał gdzie jest.
Wziął moją walizkę i poszedł w stronę bocznego korytarza. Pobiegłam za nim z torbą. Otworzył mi drzwi
 -Twoja tymczasowa siedziba. - uśmiechnął się i odłożył moją walizkę na podłogę.
 -Dzięki. Mam pytanie: Gdzie jest łazienka?
 -Tam. - wskazał na drzwi. - za 15 minut w salonie. - rzucił na odchodne.
Rozejrzałam się po pokoju. Nie ma co... Pokój lepszy niż mój własny. Dwuosobowe łóżko, trzy szafy, spore biurko, stolik, dwa fotele i balkon. Spojrzałam na telefon 22:55?! A tak... inna strefa czasowa. Przestawiłam zegarek w smartphonie. 13:55, dużo lepiej. Poszłam do salonu.
 -Hej. - rzuciłam.
Usiadłam na fotelu.
 -Dobra. - Ross odchrząknął. - Może przedstawimy się Sophie? No więc, mam na imię Ross, mam 16 lat, mieszkam w Liverpool'u i nie mogę się doczekać pierwszego występu.
 -Teraz ja. - podniósł się Bruno lub Louis - Mam na imię Bruno (zagadka rozwiązana), mam 16 lat, mieszkam w Londynie, ale pochodzę z Berlina. - skinął na mnie głową.
  -Jestem Sophie, mam 15 lat, jestem z Irlandii, ale od 10 lat mieszkam w Polsce, pod Warszawą.
  -No więc... Mam na imię Louis i mam 15 lat. Pochodzę z Irlandii z małej miejscowości. Morgan?
  -Dobra... Jestem Morgan, mam 17 lat. Mieszkam w Londynie.
Siedzieliśmy w salonie.
 -Ej... - zaczął Ross - Musimy zrobić coś do jedzenia.
 -Tak proszę - zajęczał Louis - Błagam was.
Poszliśmy do kuchni każdy zorganizował sobie coś z olbrzymiej lodówki.

*  *  *

Obudziłam się rano. Spojrzałam na wyświetlacz hotelowego budzika: 8:15. Rozejrzałam się po pokoju. To nie sen, Tak! To nie sen. Jestem w LA. Nagle do pokoju wbiegł Bruno. Wskoczył na łóżko i zaczął mną potrząsać.
 -Sophie wstawaj! Wstawaj! - muszę przyznać że przezabawnie brzmiało moje imię wypowiadane z jego niemieckim akcentem. -Sophie! Musisz wstać!
 -Dobra już wstaje, ale nie musisz się tak drzeć.
Zeskoczył z łóżka.
 -Pośpiesz się bo Louis zje Ci śniadanie. - wyszedł z mojego pokoju.
 -Mieszkam z wariatami. - mruknęłam do siebie.
Podeszłam do szafki. Włożyłam jeansowe szorty i białą koszulkę na ramiączkach z nadrukiem ze smerfem. Jeśli nie wspomniałam to doznałam olśnienia. Okazało się że mamy stworzyć zespół. Osobno nie mieliśmy szans przejść, ale dano nam szansę jako zespół. Poszłam do kuchni. Na stole zobaczyłam jeden talerz naleśników nad którym siedział Louis. Spojrzał w moją stronę i zeskoczył z krzesła. Zaczął tłumaczyć się z pełną buzią.
 -Ja tylko sprawdzałem czy się nadają. Czy...
 -Spoko. - przerwałam mu i usiadłam przy stole. - a wy już po śniadaniu?
 -Mowa... Spiesz się za chwilę wychodzimy

*  *  *

Razem wyszliśmy z limuzyny. Weszliśmy do budynku i poszliśmy za Ross'em do recepcji.
 -Dzień dobry.
 -Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
 -My do programu.
 -Nazwiska.
 -Nighter, Mitchel, Swiss, West i Smith.
 -Pierwsze piętro, sala 23.
 -Dziękuję.
Staliśmy w windzie. Drzwi się otworzyły. Chwilę później otworzyliśmy drzwi od sali. Znaleźliśmy się na scenie.
 -Jest tu ktoś?-Bruno rozglądał się nerwowo.
Na scenie było jasno, ale nie widzieliśmy nic poza sobą, my i ciemność.
 -Na co czekacie?


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz