-Nudzi mi się.-marudziłam
-Przestań marudzić.
-Ale co ja poradzę, na to że mi się nudzi.
-Plis daj mi przynajmniej godzinę, jedną godzinę spokoju.
-Podobno jesteś tu tylko po to żeby się mną zająć.
-O co to to nie. Ja mam tylko Cię odstawić z jednego lotniska na drugie.
-Slivian. Proszę.
-Ale co ja mam zrobić?
-Opowiedz mi coś jeszcze.
-Ale to wcale nie jest ciekawe.
-Jest. Strasznie Ci zazdroszczę takiego życia.
-Uwierz nie ma czego.
-Możesz myśleć co chcesz, ale opowiedz coś jeszcze.
-No dobra. Ale potem dasz mi spokój do lądowania.
-Okej, ale opowiadaj.
-No to przy kręceniu ostatniego filmu na planie była przerwa. Zadzwonili ze studia że mogę przyjechać zrobić ten staż.
-I się zgodziłeś? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
-A dlaczego nie?
- Trzeba być chorym, żeby rzucić pracę na planie, pojechać do kraju w którym się nigdy nie było, tylko po to żeby zrobić staż przy płycie.
-Wystarczy mieć marzenia.
Westchnęłam. Miał całkowitą rację. Zazdrościłam mu tego. Tak cholernie zazdrościłam. Potrafił rzucić wszystko i lecieć spełniać marzenia. Mam tylko nadzieję że mi uda się spełnić moje. Na myśleniu spędziłam większą część czasu.
-Prosimy zapiać pasy i ustawić fotele w pozycji pionowej. Podchodzimy do lądowania.
Jak latałam samolotem od kiedy pamiętam, tak samo odkąd pamięcią sięgam bałam się lądowania. Teraz były turbulencje, bałam się strasznie. Uff... Udało się samolot staje.
-Dziękujemy za skorzystanie z usług naszych linii lotniczych. Po odbiór bagażu prosimy skierować się na prawo.
Odpięłam pas. Razem z Silvianem wyszliśmy odebrać bagaże.
-Na razie.-uśmiechnął się.
-Naprawdę nie możesz ze mną jechać?-spojrzałam na blondasa.
-Niestety, ale jakby coś to dzwoń.-pomachał i odszedł.
Zostawił mnie samą. Wzięłam walizkę i torbę. Szłam przez lotnisko. Zobaczyłam mężczyznę, ubranego w strój typowy dla szofera, trzymającego kartkę z moim nazwiskiem. Podeszłam do niego.
-Panna Sophie.
-Tak, to ja.
-Sherman.- mężczyzna uśmiechnął się. - zapraszam do samochodu.
Poszłam za mężczyzną niosącym moje bagaże. Stanęliśmy przed limuzyną.
-wow.
Stałam przed długim czarnym samochodem, a Sherman pakował moje walizki do bagażnika.
- Na co panienka czeka?
-Eee... - stałam jak sparaliżowana. - już wsiadam.
Sherman otworzył mi drzwi. Weszłam. Usiadłam na białym skórzanym fotelu. Pod nogami miałam ciemno fioletowy dywanik. Po prawej znajdował się mały barek. No nieźle - pomyślałam. Całą drogę podziwiałam widoki za oknem. Limuzyna zatrzymała się pod olbrzymim hotelem. Sherman otworzył mi drzwi. Wzięłam od niego bagaże i weszłam do środka. Wnętrze było niesamowie. Niczym w filmie. Podeszłam do recepcji.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. - uśmiechnęła się recepcjonistka. - W czym mogę pomóc?
- Nazywam się Sophie West, przyjechałam do programu.
-Ach tak. Pokój 211 - podała mi kartę. - życzę miłego pobytu.
Wzięłam kartę, a chłopak z obsługi wziął moje bagaże. Wsiedliśmy do windy.
- Ty też do tego programu? - zapytał.
- Tak.
- Sporo was tu.
- Serio?
- Połowa pokoi.
- O matko...
Winda otworzyła się, a my ruszyliśmy korytarzem. Chłopak zatrzymał się pod drzwiami. Wzięłam kartę i nie wiedziałam co mam zrobić.
- Pomogę. - chłopak wziął kartę i włożył ją do czytnika obok drzwi.
- Dzięki. - wzięłam bagaże i dałam mu napiwek.
Otworzyłam drzwi do pokoju i moim oczom ukazał się korytarz zakończony oknem balkonowym. Prawdopodobnie na dźwięk otwieranych drzwi z wnętrza apartamentu podszedł do mnie chłopak.
- Hej - rzucił.
- Cześć - odpowiedziałam - yyy... co ty tu robisz?
______________________________
Następny dopiero jak ktoś doda komentarz :)
Fajne :)
OdpowiedzUsuń