niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 3

 -Nudzi mi się.-marudziłam
 -Przestań marudzić.
 -Ale co ja poradzę, na to że mi się nudzi.
 -Plis daj mi przynajmniej godzinę, jedną godzinę spokoju.
 -Podobno jesteś tu tylko po to żeby się mną zająć.
 -O co to to nie. Ja mam tylko Cię odstawić z jednego lotniska na drugie.
 -Slivian. Proszę.
 -Ale co ja mam zrobić?
 -Opowiedz mi coś jeszcze.
 -Ale to wcale nie jest ciekawe.
 -Jest. Strasznie Ci zazdroszczę takiego życia.
 -Uwierz nie ma czego.
 -Możesz myśleć co chcesz, ale opowiedz coś jeszcze.
 -No dobra. Ale potem dasz mi spokój do lądowania.
 -Okej, ale opowiadaj.
 -No to przy kręceniu ostatniego filmu na planie była przerwa. Zadzwonili ze studia że mogę przyjechać zrobić ten staż.
 -I się zgodziłeś? - bardziej stwierdziłam niż spytałam.
 -A dlaczego nie?
 - Trzeba być chorym, żeby rzucić pracę na planie, pojechać do kraju w którym się nigdy nie było, tylko po to żeby zrobić staż przy płycie.
 -Wystarczy mieć marzenia.
Westchnęłam. Miał całkowitą rację. Zazdrościłam mu tego. Tak cholernie zazdrościłam. Potrafił rzucić wszystko i lecieć spełniać marzenia. Mam tylko nadzieję że mi uda się spełnić moje. Na myśleniu spędziłam większą część   czasu.
 -Prosimy zapiać pasy i ustawić fotele w pozycji pionowej. Podchodzimy do lądowania.
Jak latałam samolotem od kiedy pamiętam, tak samo odkąd pamięcią sięgam bałam się lądowania. Teraz były turbulencje, bałam się strasznie. Uff... Udało  się samolot staje.
-Dziękujemy za skorzystanie z usług naszych linii lotniczych. Po odbiór bagażu prosimy skierować  się na prawo.
Odpięłam pas. Razem z Silvianem wyszliśmy odebrać bagaże.
 -Na razie.-uśmiechnął się.
 -Naprawdę nie możesz ze mną jechać?-spojrzałam na blondasa.
 -Niestety, ale jakby coś to dzwoń.-pomachał i odszedł.
Zostawił mnie samą. Wzięłam walizkę i torbę. Szłam przez lotnisko. Zobaczyłam mężczyznę, ubranego w strój typowy dla szofera, trzymającego  kartkę z moim nazwiskiem. Podeszłam do niego.
 -Panna Sophie.
 -Tak, to ja.
 -Sherman.- mężczyzna uśmiechnął się. - zapraszam do samochodu.
Poszłam za mężczyzną niosącym moje bagaże. Stanęliśmy przed limuzyną.
 -wow.
Stałam przed długim czarnym samochodem, a Sherman pakował moje walizki do bagażnika.
 - Na co panienka czeka?
 -Eee... - stałam jak sparaliżowana. - już wsiadam.
 Sherman otworzył mi drzwi. Weszłam.  Usiadłam na białym skórzanym fotelu. Pod nogami miałam ciemno fioletowy dywanik. Po prawej znajdował się mały barek. No nieźle - pomyślałam. Całą drogę podziwiałam widoki za oknem. Limuzyna zatrzymała się pod olbrzymim hotelem. Sherman otworzył mi drzwi. Wzięłam od niego bagaże i weszłam do środka. Wnętrze było niesamowie. Niczym w filmie.  Podeszłam do recepcji.
 - Dzień dobry.
 - Dzień dobry. - uśmiechnęła się recepcjonistka. - W czym mogę pomóc?
 - Nazywam się Sophie West, przyjechałam do programu.
 -Ach tak. Pokój 211 - podała mi kartę. - życzę miłego pobytu.
Wzięłam kartę, a chłopak z obsługi wziął moje bagaże.  Wsiedliśmy do windy.
 - Ty też do tego programu? - zapytał.
 - Tak.
 - Sporo was tu.
 - Serio?
 - Połowa pokoi.
 - O matko...
Winda otworzyła się, a my ruszyliśmy korytarzem. Chłopak zatrzymał się pod drzwiami. Wzięłam kartę i nie wiedziałam co mam zrobić.
 - Pomogę.  - chłopak wziął kartę i włożył ją do czytnika obok drzwi.
 - Dzięki. - wzięłam bagaże i dałam mu napiwek.
 Otworzyłam drzwi do pokoju i moim oczom ukazał się korytarz zakończony oknem balkonowym. Prawdopodobnie na dźwięk otwieranych drzwi z wnętrza apartamentu podszedł do mnie chłopak.
 - Hej - rzucił.
 - Cześć - odpowiedziałam - yyy... co ty tu robisz?


______________________________
Następny dopiero jak ktoś doda komentarz :)

1 komentarz: